Jerzy Binkowski
Filozofia katedr

Ważną chwilą w życiu jest uświadomienie sobie ciągłości pokoleniowej. W Biblii, w Księdze Rut znajdujemy wersety, które składają się w całości z listy imion: "Peres zrodził Chesrona, Cherson zrodził Rama, Ram zrodził Amminadaba..." i tak dalej przez następnych sześć imion, aż wreszcie konkluduje: "a Isaj zrodził Dawida". Już teraz wiemy, że taki właśnie był cel. Dawid był celem. On był wielkim królem Żydów i ogniwem łączącym z Jezusem. Bez tych wszystkich innych ludzi nie byłoby Dawida. Oni stanowili konieczne ogniwo w tajemniczym "zamyśle" Boga.

Zapomnijmy o dosłownym znaczeniu słowa "zrodzić". Potraktujmy je metaforycznie.

Możemy je połączyć i zastosować do historii instytucji, idei, tak samo jak do rodziny. Jesteśmy ogniwem. Do nas należy podtrzymywanie historii, bo nie znane nam jest, które pokolenie będzie tym, które odciśnie swój wielki i wspaniały ślad. Dawid przyszedł dziewięć pokoleń po Ram.

Naszym zadaniem jest nie tylko zapewnienie ciągłości rodziny, ale także żywotności spraw, które rozpoznajemy jako najważniejsze, trwałości spraw, w które wierzymy.

E. Burke stwierdził: Społeczeństwo jest umową rzeczywiście wiążącą nie tylko żyjących, lecz także żyjących i zmarłych oraz tych, którzy mają się narodzić.

To nazywa się niekiedy filozofią katedr. Jest to myślenie, które przyświecało ludziom projektującym i budującym wielkie katedry. Oni wiedzieli, że nie będą żyli na tyle długo, by oglądać katedrę w formie skończonej.

Katedry kolejnych wieków nie muszą być budowane z kamienia i szkła. Z pewnością jednak zbuduje się je z pełnych miłości uniesień, z mądrości, z czułości i wyobraźni. Ich budowanie będzie zapewne trwało długo, a ci, którzy muszą rozpocząć budowę, mogą nie zobaczyć jej zakończenia. To dlatego musimy patrzeć poza nasz grób i dalej niż nasze własne pokolenie.

Trudno uwierzyć, że potrafimy ponieść potrzebne ofiary, jeśli nie uwierzymy w długoterminowe istnienie naszego małego - lokalnego - świata oraz tego większego globalnego. I warto pamiętać, że to dalsze istnienie nie musi mieć tej samej formy co obecnie.

Będziemy musieli mieć wystarczająco wielką wiarę i zainteresowanie dla ciągłości świata naszych wartości, byśmy mogli zrezygnować z części naszych apetytów konsumpcyjnych, na rzecz korzyści, których nigdy nie zobaczymy, na rzecz ludzi, których nigdy nie poznamy. Będzie to wymagało od nas bardziej rozwiniętego zmysłu ciągłości i myślenia katedralnego.

Nie zostaliśmy stworzeni do samotności. Potrzebujemy przynależności do kogoś. Tylko tam, gdzie istnieje świadomość szans płynących z podjęcia wzajemnych zobowiązań, tam można znaleźć ludzi gotowych odjąć sobie dla dobra innych. Powinność sama niewiele znaczy(całe wieki to przerabiamy), jeśli brakuje poczucia wagi zobowiązania wobec innych, a innych wobec nas. Należy, aby odpowiedzialność za naszą przyszłość brały społeczności lokalne, parafialne, szkolne. Atmosfera progu nowego tysiąclecia mogłaby dodawać nam skrzydeł. Co uczynić, aby chrześcijanie potrafili wydobyć z siebie zasoby entuzjazmu i aby chcieli gromadzić się w społeczności lokalne olśniewającego entuzjazmu?

Kiedy odrodzi się w nas duma obywatelska, pragnienie pozostawienia po sobie indywidualnego śladu?

Starzejąc się, jesteśmy skłonni do docenienia lokalności. Osoby starsze mają wiele do dania wspólnotom, w których żyją, jeśli nie schowają się w swych geriatrycznych zaroślach i ogródkach działkowych. Mogą podarować swoje doświadczenie, kompetencje i czas np. w szkołach, szpitalach, w pomocy społecznej, jako doradcy, badacze w projektach społecznie użytecznych, jako koordynatorzy wolontariuszy...

Ja osobiście najgłębiej przeżywam budowanie katedry mądrej edukacji. Spostrzegam tę przestrzeń zadań jako niezwykle ważną dziedzinę twórczości, ożywiającej duchowość kolejnych pokoleń.

Wzbudzam w sobie ciekawość: co mogę z siebie wydobyć, aby podarować innym.

Czy Bóg zbuduje z tego katedrę. Nie mam wątpliwości.


powrót