Ks. Henryk Ciereszko
Droga świętości Ks. Michała Sopoćki (cz. IX)

Profesor i wychowawca kleryków w Seminarium Duchownym w Białymstoku

Ksiądz Sopoćko po opuszczeniu Wilna w końcu sierpnia 1947 roku na początku września dotarł do Białegostoku. Nieoczekiwanym zrządzeniem losu, znalazł się w nowym, znanym mu tylko z przejazdów czy sporadycznych wizyt, mieście. Wyjeżdżając z Wilna żył nadzieją, że opuszcza je tylko na pewien czas, a okazało się, że w Białymstoku dane mu będzie spędzić resztę jego życia. Podstawowym zajęciem, które czekało na ks. Sopoćkę była funkcja profesora w Seminarium. Przeniesione z Wilna do Białegostoku Seminarium Duchowne ulokowane zostało w gmachu należącym do Zgromadzenia Sług N.M. Panny i św. Franciszka przy ul. Słonimskiej 8. Budynek ten był za mały, aby pomieścić wszystkich profesorów i alumnów. Ksiądz Sopoćko musiał wynająć dla siebie mieszkanie w domu przy ul. Złotej 9. Tam też w prostych i skromnych warunkach przyszło mu spędzić długie jeszcze lata życia.

Podobnie jak w Wilnie, podjął zajęcia obejmujące głównie jego specjalności: pedagogiczną i pastoralną. Prowadził wykłady i ćwiczenia z pedagogiki, katechetyki i homiletyki oraz seminarium naukowe obejmujące te dziedziny, a także okresowo wykłady z psychologii i historii filozofii. Później doszły jeszcze wykłady z teologii pastoralnej, teologii życia wewnętrznego i teologii wschodniej. Ponadto uczył też języka łacińskiego i języka rosyjskiego. Ta różnorodność i wielość zajęć wynikała z personalnej sytuacji kadry profesorskiej, ulegającej częstym zmianom oraz braku wystarczającej liczby wykładowców do odpowiednich przedmiotów. Z grona wileńskich profesorów, aż siedmiu zostało biskupami i większość z nich opuściła Białystok. Niektórzy przeszli na inne stanowiska.

Głównymi przedmiotami wykładanymi w Seminarium przez ks. Sopoćkę, które szły po linii jego fachowego przygotowania oraz zainteresowań, były pedagogika, katechetyka i homiletyka. Ucząc pedagogiki i katechetyki oraz przygotowując przyszłych katechetów do ich pracy poprzez praktyczne ćwiczenia, starał się nie tylko przekazać odpowiednią wiedzę, ale i obudzić w nich zapał do pracy katechetycznej i wychowawczej, chęć doskonalenia się w zdobywanych umiejętnościach, by jak najlepiej mogli wypełniać swe zadania. Często przypominał, że praca katechety nie może ograniczać się jedynie do przekazywania wiedzy religijnej, ale ma formować do prawdziwie chrześcijańskiego życia. Z kolei nauczając homiletyki starał się podobnie przekonać alumnów o znaczeniu przepowiadania słowa Bożego w procesie formowania i pogłębianiu wiary u wiernych. W ten sposób chciał i w tym wypadku obudzić i zainteresowanie kaznodziejstwem oraz zapał ewangelizacyjny u przyszłych duszpasterzy.

Wykłady z teologii pastoralnej, teologii życia wewnętrznego i teologii wschodniej prowadził ks. Sopoćko niedługo, w ostatnich latach przed odejściem na emeryturę. W tych dziedzinach nie brakło mu również wiedzy i praktycznego doświadczenia. Zwłaszcza z wiedzą z zakresu życia duchowego był wystarczająco zaznajomiony, chociażby z racji na solidne kształcenie siebie w tej dziedzinie podczas pełnienia funkcji ojca duchownego w Seminarium Wileńskim. Najcenniejsze zaś było jego osobiste doświadczenie życia duchowego, które w sobie pielęgnował oraz jego praktyczne umiejętności w dziedzinie formacji duchowej i kierownictwa duchowego zdobyte w bogatej posłudze w tym względzie. Stąd też jego wykłady z teologii życia duchowego odznaczały się głęboką znajomością przedmiotu i sugestywnością przekazu. Gdy zaś chodzi o teologię wschodnią, plusem wykładów ks. profesora była jego życiowa znajomość problematyki Kościoła wschodniego, zdobyta wskutek kontaktów z wyznawcami prawosławia już od najmłodszych lat. Mimo przykrych doświadczeń agresywnej polityki proprawosławnej caratu w okresie jego nauki w szkole, nie żywił niechęci do tegoż wyznania, okazując wobec jego wyznawców dużo sympatii i życzliwości oraz uszanowania dla autentyzmu i szczerości ich wiary, zwłaszcza szerokich mas prostego ludu. Tę postawę starał się zaszczepiać także w swych słuchaczach.

Ksiądz Sopoćko, jako że nie odbył specjalistycznych studiów filozoficznych, w prowadzeniu wykładów z historii filozofii trzymał się ściślej gotowych opracowań. Niemniej zdobywał się też na uaktualniające tematykę dygresje, wskazując na przykład na odzwierciedlenie we współczesnych kierunkach filozoficznych niepokojów i problemów nurtujących ludzkość owego czasu, nie usposabiających bynajmniej do optymizmu, po świeżym doświadczeniu okrucieństw ostatniej wojny czy jawiącego się coraz bardziej zagrożenia ze strony środków masowej zagłady. Poruszenie tej czy podobnie trudnej tematyki przywoływało żywą wciąż w świadomości ks. profesora ideę Miłosierdzia Bożego, w którym widział on jedyną szansę ocalenia ludzkości i świata, z czym też dzielił się wtedy ze swymi słuchaczami. Temat ten bardzo go poruszał, zapalał, co niejednokrotnie udzielało się też słuchającym, niestety jednak zbyt rzadko obdarowywanym przez ks. profesora i raczej mimochodem tak bardzo osobistym jego spojrzeniem i przeżywaniem drogiej mu sprawy.

Nauczanie języka rosyjskiego w Seminarium w Białymstoku było osobistą inicjatywą ks. Sopoćki. Ujawniło się w niej jego dalekowzroczne spojrzenie duszpasterskie, przewidujące ewentualną przydatność tegoż języka w działalności apostolskiej.

Poza zajęciami, wyznaczonymi programem studiów seminaryjnych, ks. Sopoćko służył swą osobą i wiedzą poprzez wygłaszanie prelekcji na spotkaniach naukowych, akademiach seminaryjnych czy innych okazyjnie przygotowanych wystąpieniach. Spotkania te wzbogacały z jednej strony wiedzę alumnów, a z drugiej z racji na wątki wspomnieniowe z osobistych przeżyć i doświadczeń ks. profesora budowały ich wewnętrznie. Ksiądz Sopoćko zresztą, co daje się zauważyć we wszelkich jego zajęciach w seminarium i kontakcie z alumnami, starał się zawsze włączyć wątek wychowawczy, pouczający. Zależało mu bowiem, aby alumni wszechstronnie się rozwijali, intelektualnie, kulturalnie, a przede wszystkim w sferze duchowej, będącej podstawą ich przyszłej kapłańskiej postawy i duszpasterskiej posługi. Udział jego w kształtowaniu dusz kleryków zaznaczał się ponadto wprost w posługach pełnionych wobec nich w zakresie formacji duchowej. Wygłaszał on bowiem wielokrotnie na prośbę ojca duchownego konferencje duchowe i rekolekcje dla alumnów, celebrował Msze święte, głosił homilie, przewodniczył adoracji Najśw. Sakramentu oraz podobnie jak w Wilnie był spowiednikiem alumnów.

Istotną sferą zaangażowania ks. Sopoćki na forum Seminarium była opieka nad Kołem Abstynentów i Kołem Homiletycznym. W obu wypadkach wynikało to z jego zatroskania o formację przyszłych duszpasterzy w dziedzinie akcji trzeźwościowej i głoszenia słowa Bożego. Idea abstynencji i walki z alkoholizmem była zawsze bliska ks. Sopoćce. Sam był abstynentem i zabiegał o zaszczepienie takiej postawy u innych. Przejęty walką o trzeźwość narodu starał się wyczulić środowisko duchownych i seminarzystów na zagrażającą społeczeństwu klęskę alkoholizmu. Ci z alumnów, którzy wskutek oddziaływania ks. Sopoćki i przykładu jego osobistego zaangażowania na rzecz akcji trzeźwościowej przejęli się wagą problemu alkoholizmu i podjęli abstynencję w Seminarium, w późniejszej swej pracy duszpasterskiej zachowali wyczulenie na tę problematykę i niejednokrotnie stali się oddanymi apostołami trzeźwości.

Innym jeszcze polem oddziaływania ks. Sopoćki na życie społeczności kleryckiej, ujawniającym też jego zatroskanie o formację i ogólny rozwój alumnów była promocja zdrowia i dobrego samopoczucia poprzez kulturę fizyczną. Akcję tę prowadził już w Seminarium w Wilnie. Będąc pedagogiem z wykształcenia, uznawał sport za jeden z elementów procesu wychowania, dlatego też zachęcał do ćwiczeń sportowych, wskazując jednocześnie na pozytywny wpływ kultury fizycznej na ogólny rozwój człowieka. Organizował między innymi, spotkania pod hasłem: "Więcej ruchu i radości", w czasie których wyjaśniał znaczenie i rolę sportu oraz czynnej rekreacji dla prawidłowego rozwoju człowieka, zarówno fizycznego, jak i duchowego. Spotkania te kończone były zwykle zaprezentowaniem kilku ćwiczeń czy gier, które zdobywały dużą popularność wśród alumnów.

Funkcję profesora pełnił ks. Sopoćko do roku 1962, kiedy to został zwolniony z pracy w Seminarium i przeszedł na emeryturę.

Ksiądz Sopoćko będąc wykładowcą w Seminarium, rolę swą traktował szerzej niż tylko przekazywanie wiedzy. Dbał niewątpliwie o rzetelność wykładów, zależało mu na postępach w nauce jego studentów, ale bardziej jeszcze chodziło mu o kształtowanie w nich autentycznych postaw kapłańskich i duszpasterskich. Do tejże pracy formacyjnej przyszłych kapłanów angażował całą swą osobowość, talenty i umiejętności. Nie szczędził też trudu w nią wkładanego. Nie narzekał nigdy na nadmiar zajęć w Seminarium, jakkolwiek nie mało ich było. Wymagając od siebie, również od swych uczniów oczekiwał rzetelnego przyswajania wiedzy. Ale będąc pedagogiem, a także ze względu na swą wrażliwość wobec drugiego człowieka oraz świadomość, że istotniejsze jest kształtowanie samej osobowości przyszłego kapłana i jego przejęcie się czekającą posługą, niż czysta wiedza - przy zaniedbaniu wspomnianych osobowych przymiotów, w ocenianiu wiadomości alumna brał wzgląd na całą jego postawę i zaangażowanie w pracę formacyjną. Stąd też wiedza przedstawiana na egzaminach nie była jedynym kryterium oceny. Potrafił wniknąć w trudności i stan psychiczny zdającego. W razie potrzeby dodawał ducha, rozładowywał ciężką atmosferę, okazywał dużo cierpliwości. Alumni mimo pozorów zewnętrznej surowości profesora czuli jego szczerą życzliwość. Otwartość i wyrozumiałość dla zdających, nie oznaczała jednak pobłażliwości ze strony profesora. Był wymagający, gdyż zależało mu na maksymalnym rozwoju możliwości intelektualnych i w ogóle osobowościowych alumnów. Tę postawę dyktowało w nim umiłowanie prawdy i studenta. Potrafił postawić ocenę niedostateczną, jeśli stwierdził brak przygotowania u zdającego egzamin. Właściwe odpowiedzi nagradzał dobrymi i bardzo dobrymi ocenami, dając odczuć swe zadowolenie z takich wyników. Nikt też nie kwestionował sprawiedliwości jego ocen, gdyż miały zawsze swe uzasadnienie we właściwych racjach dydaktycznych i wychowawczych.

Ksiądz Sopoćko jako kapłan i profesor oddziaływał na alumnów przede wszystkim swą postawą wierności obowiązkom stanu. W ich oczach wyróżniał się na tle innych księży profesorów pobożnością, praktyką cnót chrześcijańskich. Widziano w nim wzór kapłańskiego życia. Zauważono, że swoje posługi kapłańskie spełniał z pobożnością i wielka gorliwością. Charakterystycznym było jego niezwykłe skupienie i rozmodlenie podczas sprawowania Mszy świętej. Ogólnie dało się zauważać wierne spełnianie przez niego praktyk duchowych, naznaczonych duchem autentycznej modlitwy wewnętrznej. Jeśli zaś chodzi o postawę profesora, jakkolwiek był wielką osobowością, ponad przeciętną miarę, nigdy nie podkreślał swej godności profesorskiej, nie celebrował swego stanowiska. W pełnieniu obowiązku profesora był sumienny. Służył całą swą wiedzą i umiejętnościami. Zależało mu bardzo, aby przekazać je słuchaczom. Traktował ich jako współpracujących w zdobywaniu wiedzy. Czuło się, że chciał aby osiągali oni maksymalne wyniki w nauce, na jakie było ich stać i na co pozwalały aktualne warunki dydaktyki. Był życzliwy dla alumnów. Taką też atmosferę życzliwości i ciepła wprowadzał na wykładach. Jeśli już zwracał uwagę to wyczuwało się, że czynił to z zatroskania i miłości do człowieka. Chociaż na zewnątrz sprawiał wrażenie bardzo wymagającego, w rzeczywistości też nie pobłażał, ale alumni czuli wewnętrznie, że nikomu nie uczyni krzywdy.

Wskazane powyżej zalety księdza profesora, zaobserwowane przez jego studentów, są wyraźnym świadectwem wyjątkowości jego postawy. Dzięki nim stawał się on dla nich wzorem do naśladowania. Przez swą zaś życzliwość, zatroskanie nie tylko o ich wiedzę, ale też o pełny rozwój osobowy i duchowy jawił się autentycznym ich wychowawcą, a nawet więcej duchowym ojcem.


powrót