Są zasady – są sposoby

Rzeczywistość staje się bardziej płynna, skomplikowana i mniej przewidywalna. Rodzice, którzy chcą uczciwie stawić czoło współczesnemu skomplikowanemu światu i przekazać swoim dzieciom umiejętności życiowe, aby i one sobie w nim radziły, muszą być gotowi zmierzyć się z tą nową, często wprawiającą w drżenie – złożonością oraz z wynikającym z niej – napięciem.

Specjaliści podają, że dorastanie rozpoczyna się u dzieci w wieku 9 – 10 lat. Dojrzewanie, fizyczne i psychiczne, zaczyna się trzy lata wcześniej niż działo się to w czasach dorastania mojego pokolenia. Dzisiaj już dziesięciolatki zmuszeni są do podejmowania poważnych i trudnych decyzji o tym np. czy pić alkohol lub sięgać po narkotyki. Tak ważne więc jest uświadomienie sobie przez rodziców i wychowawców, że musimy nauczyć dzieci podstawowych umiejętności życiowych o wiele wcześniej, niż to by się mogło nam wydawać na podstawie naszego, osobistego doświadczenia.

Musimy uważniej niż kiedykolwiek wcześniej, planować i organizować czas w taki sposób, abyśmy mogli budować głębokie i rozwojowe związki emocjonalne oraz byśmy zdążyli dzieciom przekazać te umiejętności życiowe, które muszą posiąść, żeby wyrosnąć na dojrzałych, spełnionych ludzi.

Dzieci potrzebują (i w rzeczywistości chcą, pomimo że często słyszymy coś zupełnie odmiennego) jasnych, stałych i pewnych wskazówek. Dlatego warto, aby rodzice swoim słowem i zachowaniem wcześnie określali wartości, normy i granice. Wychowujący muszą być przygotowani na fakt, że dorastające dzieci zaczną sprawdzać, jak daleko mogą się posunąć w łamaniu ustalonych przez rodziców i wychowawców reguł.

Wydaje się, że w pracy wychowawczej niewiele da się zrobić bez tzw. modelowania. Polega ono na pokazywaniu na przykładzie własnego życia tych umiejętności życiowych, których chcemy nauczyć dzieci. Czym innym jest słowne objaśnianie lub radzenie dzieciom, aby wybrane wartości przyswajały i stosowały, a czym innym jest umiejętność urzeczywistniania wartości, o których się mówi, w swoim życiu. Jeśli własne decyzje podejmujemy pod wpływem impulsu, kierując się krótkowzrocznymi korzyściami, pokazujemy, że właśnie tak podejmuje się decyzje. Dzieci mają skłonność do naśladowania rodziców, dlatego modelowanie jest najpotężniejszą ze wszystkich metod nauczania na dobre i na złe. Przypominają to popularne powiedzenia: „Czyń tak, jak nauczasz”, „Czyny mówią głośniej niż słowa”, lub niekiedy pesymistycznie: „To, kim jesteś, przemawia tak głośno, że nie słyszę tego, co mówisz".

Innym sposobem wychowawczym jest tzw. wzmacnianie. Wzmacnianie polega na „zauważeniu”, że coś jest wykonywane właściwie. Kiedy dzieci pokazują, że potrafią zastosować w praktyce którąś z umiejętności życiowych, umacniamy je w przekonaniu, iż zachowanie było właściwe, natychmiast otwarcie je chwaląc: „Jestem pod wrażeniem twojej nauki. Widać, że myślisz o przyszłości i wiesz, co chcesz osiągnąć”. Pochwała może być również wyrażona bez słów: przez przytulenie, poklepanie po plecach, uścisk dłoni, gest uniesionego w górę kciuka. Wzmacnianie zachowań pozytywnych jest jednym z najważniejszych narzędzi nauczania, które mają do dyspozycji rodzice.

Rodzice mogą uwzględnić jeszcze w refleksji wychowawczej i w działaniu termin: konsekwencja. Jest to stanowczość, z jaką przekazujemy informacje naszym dzieciom. Musimy być niezachwiani, a dzięki temu przewidywalni. Nikt nie nauczy się danej „gry”, jeśli reguły ciągle się zmieniają. Kiedy jesteśmy konsekwentni w tym, czego uczymy dzieci, one zaczynają się czuć bezpieczne, a to pobudza je do wypróbowywania nowych umiejętności życiowych. Na przykład, kiedy konsekwentnie staramy się porozumiewać efektywnie poprzez uważne słuchanie, wstrzymywanie się od moralizowania, pouczania, porównywania, w końcu zauważamy, że dzieci nie tylko są coraz bardziej otwarte na nas, ale również zaczynają wykorzystywać umiejętności porozumiewania się w kontaktach z innymi.

Jakąkolwiek umiejętność spróbujemy posiąść – czy jest to jazda samochodem, czy podejmowanie decyzji – na pewno będziemy popełniać błędy. Jeśli dzieci mają się nauczyć czegoś nowego, muszą wiedzieć, że błędy są nieuchronne, my zaś musimy rozwinąć politykę „niewtrącania się” (bez względu, jak bardzo nas korci, by to zrobić), która pozwoli im odczuć konsekwencje nietrafnych wyborów, dopóki nie nauczą się podejmowania przemyślanych decyzji. Pozwolenie na błędy nie oznacza całkowitego lekceważenia tego, czym się zajmują dzieci. Rodzice zawsze muszą być tam, gdzie może być potrzebny przewodnik, ratunek lub ktoś, na kim można się wesprzeć.

Praca z dziećmi, szczególnie własnymi, wymaga wiele cierpliwości. Cierpliwość wydaje się darem, który niektórzy z nas otrzymują, a inni nie. To nieprawda. Cierpliwość jest jak mięsień. Æwicząc, każdy może rozwinąć własną muskulaturę.

W rozwijaniu „mięśnia cierpliwości” ogromnie pomocna okazać się może, jak zawsze, modlitwa i wewnętrzne zawierzenia objawiające się spokojem.

Przytoczę w tym miejscu znaną przecież modlitwę:

Boże, udziel mi spokoju, bym potrafił pogodzić się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, bym zmienił to, co zmienić mogę, i mądrości, bym potrafił odróżnić jedno od drugiego.

Jerzy Binkowski


powrót