Joanna Jarzębińska-Szczebiot, Marek Szczebiot
Chrześcijaństwo a wschodnie sztuki walki (cz. III)

Czy wschodnie sztuki walki można trenować jedynie jako formę rekreacji fizycznej czy formę samoobrony bez uwzględniania filozofii Wschodu?

Wiele osób, próbując bronić swego zaangażowania we wschodnie sztuki walki tłumaczy, że można je trenować bez studiowania, zrozumienia czy życia według zasad filozoficzno-etycznych Wschodu, że traktować je można po prostu jako formę rekreacji czy samoobrony.

Czy tak jest rzeczywiście? Aby odpowiedzieć na to pytanie, odwołamy się do wypowiedzi mistrzów sztuk walki. Oni są przecież największymi autorytetami w tej dziedzinie.

Mistrz Yeo Ching Wang: Praktyka sztuk walki kung-fu bez filozofii taoistycznej nie istnieje. Ruchy mają głęboko filozoficzne źródło i w ten sposób wiążą studenta z tą filozofią. Cały trening polega w swej istocie na połączeniu filozofii I ching (księgi wróżb) z ruchami walki.

Ron Taganaschi, mnich buddyjski i jednocześnie mistrz karate: Ludzie zapomnieli, że walki Wschodu to religia. Przychodzi się do szkoły kilka razy w tygodniu po dwie godziny, spędzając w niej więcej czasu niż kiedykolwiek w kościele. Robimy to religijnie. Istotą sztuki walki jest duchowy wymiar. Karate jest wymiarem buddyzmu, jego aspektem fizycznym, bramą do duchowego oświecenia.

Davida Chow: Kiedy trenujesz zagłębiwszy się w azjatyckie tradycje, sztuki wojenne stają się w rzeczywistości formą modlitwy. Tak się stało, że ze względu na praktyczne zapotrzebowanie, statyczne pozycje jogi zostały zastąpione w starożytnych Chinach przez dynamiczne pozycje walki, ale religijna rola tych sztuk była metodycznie kontynuowana w celu osiągnięcia duchowej perfekcji.

Masutatsu Oyama, założyciel stylu kyokushinkai: Zen to karate; karate to prawdziwy zen. Jako system treningowy starodawne nauki Wschodu osiągają idealny wyraz w karate. Panowanie nad oddechem, najwyższa metoda uzyskania jedności duchowo-fizycznej, od dawna była przedmiotem nauczania jogi, tao, zen i sekt buddyjskich.

Prawdziwa mistyczna wielkość karate leży w głębi zasięgu i mocy filozofii Wschodu, które za nimi stoją. Lata treningu, walki i podróże po całym świecie utwierdziły mnie w przekonaniu, że tak właśnie jest. Wschodnie podejście filozoficzne obecne jest w każdej technice karate. Przenika ono nasze systemy oddychania i medytacji, przyświeca on naszemu treningowi psychicznemu, a co najważniejsze stanowi podstawę naszej moralności.

Janusz Szymankiewicz, mistrz stylu Ving-Tsun: Trening sztuki walki, jaka by ona nie była, zaspokaja przede wszystkim dwie podstawowe ludzkie potrzeby: pierwsza to pozbycie się uczucia strachu w życiu codziennym, druga odwrotna, to potrzeba przeżycia silnych wrażeń i wyładowania agresji w bezpieczny sposób. Jednak z czasem wytrwały adept przekonuje się, że kung-fu staje się dla niego filozofią życia, stymulatorem sposobu jego postępowania.

Kempo Ustoren: Sztuka walki kung-fu jest bardzo silnie związana z religią. Szkoły istnieją przy świątyniach, a egzaminy zdaje się wobec duchowieństwa.1 

Podobnych wypowiedzi mistrzów wschodnich sztuk walki można by zacytować jeszcze wiele, ale już te przytoczone jednoznaczne wskazują, że sztuk walki nie można opanować, ucząc się jedynie technik a pomijając studiowanie i życie według zasad filozoficzno-etycznych. Nie można też nie uwzględniać ćwiczeń psychicznych takich jak joga i zen, które mają na celu rozwinięcie wewnętrznej energii ki. Dobrego adepta sztuki walki kształtują wszystkie wyżej wymienione elementy razem wzięte.

Warto więc uświadomić sobie, że wschodnie sztuki walki nie mogą być jedynie formą rekreacji czy samoobrony. Pod płaszczykiem ćwiczeń wprowadza się bowiem do umysłów osób trenujących wschodni system filozoficzno-moralny.

1 Wszystkie cytaty zostały zaczerpnięte z artykułu Dominika Chmielewskiego "Wschodnie sztuki walki: czy tylko sport?", zamieszczonego w Biuletynie Gdańskiego Centrum Informacji o Sektach i Nowych Ruchach Religijnych 2000 r. nr 13 s. 6-7, oraz z wykładu wygłoszonego przez tegoż autora w czasie sympozjum "Radiestezja, astrologia, pseudonauka i zagrożenia duchowe", które odbyło się w Gdańsku w kwietniu 1999 r.


powrót